Franciszek Kękuś. Pamięć zachowana w rodzinnych zdjęciach
“Nie sądziłem, że sprawa po 80 latach odżyje. Miałem 6 tygodni, gdy Gestapo aresztowało tatę” – powiedział Adam Kękuś, syn Franciszka Kękusia, który odzyskał zegarek zabrany tacie w obozie koncentracyjnym.
17 lutego w Muzeum Krakowa (oddział Muzeum Podgórza) rodzina Franciszka Kękusia, odzyskała zabrany mu przez Niemców w obozie koncentracyjnym zegarek, który w 1963 roku, wraz z depozytami innych więźniów, trafił do zbiorów Arolsen Archives. W spotkaniu uczestniczył syn pana Franciszka – Adam Kękuś wraz z żoną Krystyną i synem Marcinem.
Zachowane w Arolsen Archives dokumenty oraz przekazane przez krewnych wspomnienia i zdjęcia pozwoliły odtworzyć historię Franciszka Kękusia, krakowskiego mistrza fryzjerskiego, miłośnika rowerów, gór i przede wszystkim kochającego taty, który uwieczniał rodzinne życie na fotografiach.
Od ucznia do mistrza
„Tata urodził się w Rajsku. Był tam taki piękny, stary dom, strzechą kryty. I piękne pole koło domu. W ogrodzie rosły śliwy, głównie węgierki, damaszki. Doskonałe” – wspomina Adam Kękuś. Przyszedł na świat 8 czerwca 1907 roku jako syn Karola i Marii z d. Staśko.
Po ukończeniu szkoły wybrał zawód fryzjera. Przeszedł wszystkie stopnie – jak opowiada syn – od ucznia, przez czeladnika do mistrza. Mieszkał już wtedy w Krakowie przy ul. Krakusa 15 (późniejszy teren getta). Swój zakład otworzył przy ulicy Starowiślnej 78.
„Głównie zajmował się pracą, ale zawsze był człowiekiem chcącym poznawać świat. Wsiadał w sobotę na rower i jechał do Zakopanego. Nie sam, w grupkach kolegów. Jeździli w Tatry na sprzęcie, który był wtedy do dyspozycji – a to był wyczyn! Sam jeździłem dużo na rowerze, więc jestem w stanie coś na ten temat powiedzieć. W niedzielę wracali do Krakowa, bo rano w poniedziałek musiał podjąć pracę” – opowiada syn.
„Góry go pasjonowały, zwłaszcza Tatry. Kiedy mógł, to starał się tam jeździć. Widać to na zdjęciach, zwłaszcza tych sprzed wojny. Dla mnie ciekawostką jest to, jak wówczas tacy ‘niedzielni turyści’ się ubierali, jak byli przygotowani. Potrafili się wybrać na wycieczkę w garniturkach, krawatach…” – podkreśla Adam Kękuś. 4 lutego 1940 roku Franciszek wziął ślub z Zofią Kanią. W tym samym roku na świat przyszła ich córka – Ewa, a w 1942 roku syn – Adam.
Salon, więzienie, obóz koncentracyjny
Dwa lata po ślubie Franciszka i Zofii – w grudniu 1942 roku – do zakładu fryzjerskiego przy ul. Starowiślnej przyszło Gestapo. Mężczyzna został z niewiadomych przyczyn aresztowany i wywieziony do więzienia Gestapo przy ul. Montelupich w Krakowie.
„Było podejrzenie, że ktoś miał chrapkę na ten lokal i chcieli usunąć właściciela, ale dowodów na to nie ma. Z tego, co wiem od mojej mamy, to nigdy się nie dowiedziała, jaki był powód aresztowania” – mówi syn. „Tata prowadził przecież zakład fryzjerski, przychodzili do niego różni ludzie” – dodaje.
„Rodzina próbowała go wykupić”
30 grudnia 1942 roku Franciszek został wywieziony do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Zanim jednak trafił do obozu, krewni próbowali go wykupić.
„Rodzina zebrała okup, który jakimiś kanałami został przekazany komuś, kto miał możliwości doprowadzić do zwolnienia taty. Ale to się nie udało, ponieważ dość szybko został przewieziony do Oświęcimia. Wiadomo, okup przepadł. Nie było już możliwości próbować go zwolnić, wyciągnąć z Oświęcimia” – wspomina syn Adam.
Do KL Auschwitz trafił w transporcie 76 mężczyzn. Z zachowanych dokumentów wiadomo, że 4 lutego 1943 roku przebywał na rewirze obozowym (barak szpitalny). Tam został poddany badaniom lekarskim, przeprowadzonym przez Instytut Higieny SS. Franciszek Kękuś przez niemal cały 1943 rok przebywał w bloku 23.
Losy powojenne
Franciszek przeżył wojnę i prześladowania w obozach, jednak trauma, jakiej tam doświadczył, towarzyszyła mu z kolejnych latach życia.
„Tata wrócił latem 1945 roku w strasznym stanie. Jak pojawił się w domu, to był obszarpany, zarośnięty, wygłodzony. Sam powrót do domu też nie był prosty – to była po prostu wędrówka. Wyglądało to wszystko tragicznie. Siostra, która go zobaczyła, weszła ze strachu pod łóżko, bo była tak przerażona. Ja nie” – opowiada Adam Kękuś.
Franciszek chciał jak najszybciej wrócić do normalnego życia i zapomnieć o wojnie. Wydawało się, że praca w tym pomoże.
„Dość szybko się pozbierał, szybko wrócił do pracy. To było przecież jego życie” – tłumaczy syn. Pamięta to z opowieści mamy. Sam był zbyt mały, by mieć takie wspomnienia.
„Później już bardziej świadomie odbierałem sytuację. Na pewno chciał zapomnieć o wojnie. Ale po powrocie z obozu zaczął się leczyć. Również psychiatrycznie. Byłem świadkiem, jak kiedyś powiedział, że został skierowany na elektrowstrząsy. Powiedział, że już nigdy więcej nie podda się takiej kuracji. Sporo lat minęło, z tego, co pamiętam. Starał się żyć normalnie. Nie był jakiś bardzo radosny, ale był człowiekiem z dobrym usposobieniem” – opowiada syn.
Adam Kękuś pamięta, że tata był ciekawy wielu spraw, lubił podróże, zwiedzanie, jazdę na rowerze. „Na pewno miał chęć do życia” – wspomina syn.
Sytuacja jednak zmieniła się po kilku latach, gdy Adam miał około 14-15 lat. Zauważył, że tata stracił ochotę do życia i że zmieniło mu się usposobienie. „Stał się cichy, zamknięty, oderwany. Dzisiaj trochę inaczej na to patrzę, ale dla mnie wtedy coś się działo. Widziałem, ale nie miałem świadomości, co to jest. Teraz mogę powiedzieć, że to był po prostu nawrót choroby” – dodaje. Pamięta, że jesienią zaczęły się w domu rozmowy o tym, jak będą wyglądały święta. „Sytuacja z tatą była taka niewyraźna” – dodaje.
„13 grudnia wracałem jakoś wcześniej ze szkoły i spotkałem kolegę. Wcześniej, w czasie szkoły podstawowej, miałem z nim bardzo dobry kontakt. Spotykamy się na ulicy jak dwóch chłopaków, mówię ‘cześć’, a on się nic nie odzywa, tylko na mnie jakoś tak dziwnie patrzy… Zdziwiłem się, co się dzieje. A on – tak patrząc na mnie – wypalił prosto z mostu: ty wiesz, że twój tata się powiesił?” – opowiada syn.
„Oczywiście pognałem do domu. Sprawa się wyjaśniła, że faktycznie tak się stało. To było ogromne uderzenie” – wspomina. Franciszek Kękuś zmarł w wieku 51 lat. „Był jeszcze młodym człowiekiem” – dodaje syn.
Franciszek Kękuś jest pochowany wraz z żoną Zofią na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Zegarek
Po Franciszku Kękusiu zachował się zegarek zabrany mu przez Niemców w obozie koncentracyjnym. Jest bardzo prawdopodobne, że to zegarek ze zdjęcia, które zrobiono Franciszkowi przed wojną w drzwiach jego zakładu fryzjerskiego.
Historię depozytów przeczytasz TUTAJ
Poszukiwania rodziny
W poszukiwania rodziny Franciszka Kękusia zaangażowani byli wolontariusze: Manuela Golc, Mateusz Mika, Zofia Przeworska, Sabina Kwiatkowska, Kinga Paciorek. Punktem wyjścia były dokumenty z Arolsen Archives, ale dopiero działania prowadzone na poziomie lokalnym doprowadziły ich do krewnych mężczyzny.
Podczas uroczystości w Muzeum Krakowa (Muzeum Podgórza) Mateusz Mika przedstawił kulisy prowadzonych przez grupę wolontariuszy z Oświęcimia poszukiwań. Pokazał, jak przebiegał proces docierania do kolejnych informacji i dokumentów.
Koordynująca grupę wolontariuszy Elżbieta Pasternak z Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu opowiedziała o początkach działalności grupy poszukiwawczej, projektach edukacyjnych i współpracy z Arolsen Archives, a Ewelina Karpińska-Morek – o zasobach archiwum i kampanii #StolenMemory.
Kampania #StolenMemory została zainicjowana w 2016 roku. Jej celem jest odnalezienie rodzin ofiar niemieckich nazistowskich prześladowań i przekazanie im depozytów, jakie zachowały się po ich bliskich. Więcej informacji o #StolenMemory znajdziesz TUTAJ